logo
Zarejestruj | Przypomnij hasło
Login:
Hasło:
Wielkość czcionki: A A ADodano: 2007-08-28 

Po co nam kompromis? cz. I

Podziel się
mgr Hanna Lemańska-Węgrzecka
specjalista psychologii klinicznej, socjoterapeuta, absolwentka szkolenia z zakresu terapii rodzin
firma Profesja Consulting

Mamy różne nawyki i doświadczenia. Inne rzeczy i wydarzenia są dla nas trudne, inaczej też widzimy nasze wspólne problemy. Szczególnie w początkowej fazie związku świat mój i świat partnera to dwa różne światy, w których pod tymi samymi pojęciami kryją się często odmienne treści. Jeśli nie opowiemy sobie swoich światów, może dojść między nami do bardzo wielu nieporozumień. Jeśli zaś wojna domowa nie jest naszym ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu, to warto poszukać innych rozwiązań dla naszych sporów.

Kasia nie lubi siebie. Czuje się winna wszystkim porażkom, jakich doświadcza. O sukcesach (i to niemałych) mówi: „Udało mi się, znowu miałam szczęście.”

Marek jako nastolatek stracił w wypadku samochodowym oboje rodziców. Bardzo chciałby mieć rodzinę, być kochany.

Kasia: „Do kina chodzimy na filmy, które wybiera mój partner, Łukasz. Mnie się marzy rozgrzany piasek, ale wakacje zawsze spędzamy bardzo aktywnie, bo tak chce mój partner. Nawet posiłki jemy wtedy, gdy on jest głodny.”

Marek: „Moja żona, Małgosia, po urodzeniu Marysi przeniosła się do swoich rodziców. Powiedziała, że nie wróci, dopóki nie pozbędę się swojego psa. Przecież wiążąc się ze mną wiedziała, że mam zwierzaka. Tyle pracy i serca w niego włożyłem... Teraz Małgosia uznała, że pies brudzi, a ona nie ma zamiaru po nim sprzątać. Oddam go, bo nie mam innego wyjścia. Chcę, żeby żona i córka wróciły do domu. Zastanawiam tylko się, czego Małgosia zażąda ode mnie następnym razem?

Historie związków Kasi i Marka, tak jak wielu innych im podobnych, to dzieje ulegania, wynikającego z przeświadczenia, że nie można inaczej, z rezygnacji z własnych potrzeb na rzecz partnera. Wynik przekonania, że nie zasługuje się na nic lepszego. Kasia i Marek ulegają, bo wydaje im się to jedynym sensownym sposobem zachowania. Sądzą, że tak trzeba. Z nieustannej obawy przed rozpadem związku, gotowi są posunąć się niezwykle daleko w swoich ustępstwach. Z lęku przed odrzuceniem, rezygnują z własnych potrzeb, bo chcą być kochani i szanowani, chcą sprostać wymaganiom, jakie stawia im partner. Paradoksalnie, poprzez uległość – a co za tym idzie – zakłócenie symetrii układu, zwiększają prawdopodobieństwo, że ich związki okażą się równie nietrwałe, jak wiele innych.

Dzieje się tak, ponieważ w większości związków toczy się – mniej czy bardziej jawna – walka o dominację. Jeśli walka ta zakończy się sukcesem jednej ze stron, to z dużą pewnością można przewidywać, że z czasem dojdzie do zaniku więzi emocjonalnej między partnerami. Partner zwyciężający zazwyczaj przestaje interesować się partnerem podporządkowanym. Bywa też tak, że walka trwa latami, stając się sposobem na wspólne życie. W związku panuje względna równowaga, ale tylko dlatego, że siły obu stron są względnie wyrównane.

Jeśli ktoś lubi walczyć, żyć w nieustającym napięciu i oczekiwaniu na to, co tym razem wymyśli partner, jeżeli obie strony akceptują istniejącą sytuację, jeżeli nieustanną próbę sił traktują jako źródło darmowej rozrywki, to nic nie stoi na przeszkodzie, by budować właśnie taki typ relacji partnerskiej.

Jeśli zaś wojna domowa nie jest naszym ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu, to warto poszukać innych rozwiązań dla naszych nieporozumień.

Jednym z nich jest obustronne ograniczenie zapędów w walce o dominację i świadoma, aktywna obrona przed każdym posunięciem, które może zagrozić zakłóceniem symetrii i harmonii w związku. Innymi słowy – dbanie o równowagę. W tym, o równowagę w zaspakajaniu potrzeb obojga partnerów. Do tego celu służy nam właśnie kompromis.

Kompromis to ugoda, polubowne rozwiązanie sporu, osiągnięte na drodze wzajemnych ustępstw. Kompromis to przedyskutowanie życzeń każdego z partnerów i negocjowanie możliwych do przyjęcia dla obu stron rozwiązań. To wzajemne porozumienie, umożliwiające osiągnięcie korzyści: realizacji wspólnie wytyczonego celu przy minimum strat, w tym strat emocjonalnych – wzajemnego żalu i nawarstwiających się urazów.

Rozwiązanie z pozoru niezwykle proste, tylko jak je zrealizować?

Pierwszą przeszkodą, stojącą na drodze kompromisu, jest rozbieżność potrzeb obojga partnerów. Rozbieżność ta jest jednak czymś jak najbardziej naturalnym. Tak jak naturalne są różnice dotyczące stylu życia, przyzwyczajeń, poglądów, jak różne są nawyki związane z codziennością. W naszych domach rodzinnych nieco inaczej wyglądały przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, inne były zasady dotyczące planowania urlopu, inaczej podejmowało się decyzje dotyczące wydawania pieniędzy czy zakupu kanapy. Być może inaczej gotowało się zupę pomidorową. Mamy różne nawyki i doświadczenia. Inne rzeczy i wydarzenia są dla nas trudne, inaczej też widzimy nasze wspólne problemy. I choć może się to wydać nieprawdopodobne, nie zawsze mamy świadomość owych różnic. Szczególnie w początkowej fazie związku świat mój i świat partnera to dwa różne światy, gdzie pod tymi samymi pojęciami kryją się często odmienne treści. Jeśli nie opowiemy sobie swoich światów, może dojść między nami do bardzo wielu nieporozumień.

Jedynym sposobem uniknięcia nieporozumień, spowodowanych takimi różnicami, jest otwarta komunikacja. Jest to umiejętność wyrażania wprost swoich pragnień, umiejętność mówienia o uczuciach, również tych powodowanych reakcjami partnera. Bardzo ważne, by robić to w sposób nie raniący go, pozwalający mu na wysłuchanie tego, co mamy mu do powiedzenia, bez prowokowania go do wybuchów złości. Otwarta komunikacja ma na celu porozumienie się z drugą osobą, nie zaś rozładowanie własnych, negatywnych emocji kosztem drugiego człowieka. Jest niezbędnym elementem uzyskiwania porozumienia i wypracowywania kompromisowych rozwiązań w sytuacji różnicy potrzeb istniejącej pomiędzy partnerami.






wstecz strona główna drukuj przeslij znajomemu zadaj pytanie
Katarzyna M.2007-11-25
Doskonale znam ten smak \"kompromisu\", kiedy partner zatnie sie jak przysłowiowy osioł i nie ma siły, by go do czegoś przekonać. Kiedy partner mowi nie - nie pomagają moje prośby, groźby, błagania - czasami nawet nie spróbuje, a on już się nie zgadza, np. żebysmy coś zrobili: zjedli nową potrawę (nie lubi eksperymentów kulinarnych), odwiedzili nowy klub (lubi tylko jeden klub i ma zamiar zostać mu wierny), poszli na naukę tańca (nie chce - bo nie). Na początku nie zwracałam uwagi, czasami ustępowałam, bo szkoda mi było czasu na bezsensowne przekonywanie go,c zasami zależało mi na szybkim rozwiązaniu i zawsze rezygnowałam ze swoich przekonań - teraz mam za swoje. Nad związkiem trzeba stale pracować, a nie, tak jak ja, czekać, aż upór urośnie do rangi problemu. Przez wielokrotne ustępowanie - ostatnio ja jestem tak głupio uparta. Górę bierze jednak rozsądek - raz ustępuję ja - innym razem za nic nie dam się przekonać. Mój chłopak nie może sobie jeszcze z tym poradzić, ale gdy każde z nas spróbuje choć trochę ustąpić, lub będziemy ustępować na zmianę - może wreszcie zaczniemy cieszyć się wspólnie spędzonym czasem, zamiast słuchać, jak bardzo jesteśmy z siebie nawzajem niezadowoleni i ciągle mamy pretensje. Może się uda....

Blog Rozmowy forumzdrowia.pl Reklama Polityka prywatności Kontakt FAQ Mapa strony Partnerzy Copyright O nas Ustaw jako startową
© 2007-2010 Wydawnictwo Lekarskie PZWL
Informacje publikowane w serwisie mają charakter edukacyjny i żaden z zamieszczonych materiałów nie zastąpi wizyty u specjalisty. Wydawca oraz autorzy nie ponoszą odpowiedzialności za następstwa niewłaściwego zastosowania prezentowanych treści.
ISSN 2083-7860