logo
Zarejestruj | Przypomnij hasło
Login:
Hasło:
Wielkość czcionki: A A ADodano: 2007-08-28 

Internecie, powiedz przecie… kto jest najpiękniejszy w świecie?

Podziel się
Julia Wolin
Wrzuć to pytanie w wyszukiwarkę, przejrzyj linki, zaloguj się na odpowiednim forum, wpisz hasło i już po chwili dowiesz się, że ty, właśnie ty, jesteś najpiękniejsza!

Na zadane ci standardowe pytanie „Jak wyglądasz i skąd klikasz?”, odpowiedz, że piszesz z Los Angeles i podaj rysopis Angeliny Jolie. Uwierz w to sama, a uwierzy ci ten, kto jest po drugiej stronie. W rewanżu przedstawi ci się jako sobowtór Brada Pitta i już możecie zacząć się przyjaźnić!

Pokusa autokreacji
Jak zostać miss Internetu? To proste. W tym miejscu każdy może powiedzieć o sobie dosłownie wszystko i nie ma żadnego sposobu, żeby te dane zweryfikować. Czy więc możliwa jest przyjaźń, a nawet miłość, na tym targowisku próżności? Niewykonalne wydaje się zbudowanie relacji opierającej się na zaufaniu poprzez medium tak bardzo jak Internet zachęcające do konfabulacji i mieszania szarej rzeczywistości z najbardziej szalonymi marzeniami. A jednak właśnie szara rzeczywistość pokazuje, że przyjaźnie i romanse internetowe są na porządku dziennym i bynajmniej nie kończy ich przeniesienie do tak zwanego „reala”. Jak to działa?

Najpierw jest fascynacja tajemnicą. Nieosiągalnością, a jednocześnie tak łatwym dostępem do drugiej osoby, bo przecież prościej usiąść do komputera, niż ubrać się, umalować i dojechać w miejskich korkach na umówione miejsce spotkania. Pierwszy etap zawiązywania znajomości rządzi się tymi samymi prawami i w Internecie i w kontakcie bezpośrednim: dużo pytań i nie do końca zgodne z prawdą odpowiedzi, które mają pokazać cię w jak najlepszym świetle. Sama przyznaj, o ilu książkach powiedziałaś, że je przeczytałaś, podczas gdy znudzona odłożyłaś je po przerzuceniu pięciu stron? Ile razy awansowałaś się na wyższe stanowisko? Jak często w kontaktach z nowopoznaną osobą udawałaś, że wiesz o czym jest mowa, kiedy tak naprawdę nie miałaś pojęcia o co chodzi?

Takie autoudoskonalanie jest naturalnym etapem poznawania się z drugim człowiekiem, ale zaprzyjaźniając się z kimś przez Internet trzeba wziąć poprawkę na to, że w sieci jest to dużo prostsze i może nawet bardziej odruchowe.

Real i buźki
Im bardziej internetowy związek jest zaawansowany, tym mniejsze znaczenie ma to, że odbywa się akurat przez Internet, bo normalny człowiek nie jest w stanie w nieskończoność utrzymywać podwójnej tożsamości i przy każdym podejściu do komputera wcielać się w swoje stworzone na potrzeby sieci alter ego. Pierwsze powierzchowne rozmowy odchodzą w niepamięć, znajomość się pogłębia, coraz więcej wiadomo o osobie po drugiej stronie monitora i konfabulacja staje się coraz trudniejsza i coraz mniej potrzebna. Komputer przestaje być mimowolną zachętą do mniejszych i większych kłamstw, a staje się tylko narzędziem do utrzymania relacji. O tyle wygodnym, że bardzo łatwo dostępnym, o tyle ograniczającym, że zubażającym nas o całą gamę środków dopełniających bezpośrednią rozmowę: mimikę, gesty, tembr głosu, spojrzenie. Trudno przekazać na piśmie emocje i niuanse, czasem żart brzmi zbyt poważnie, ironia jest zbyt bolesna i rodzą się nieporozumienia, do których nie doszłoby przy kontakcie twarzą w twarz. Tę lukę próbują łatać tzw. emotikonki, czyli animowane buźki wyrażające różne emocje, które wstawia się w odpowiednich miejscach tekstu, chcąc wzmocnić jakąś wypowiedź miną czy grymasem. Jest to przydatne, ale doprowadza do kuriozalnych sytuacji, w których osoby często używające komunikatorów internetowych wyobrażają sobie odpowiednie buźki w czasie rozmowy na żywo. Czasem mówią nawet: Tutaj by pasowała ta zielona, wykrzywiona mordka.

W kontaktach internetowych bardzo pomaga przynajmniej jedno spotkanie w realu. Potem już zawsze słychać głos i śmiech osoby, z którą rozmawia się przez Internet, łatwo wyobrazić sobie jej wyraz twarzy w czasie wypowiadania poszczególnych słów. Jeśli to niemożliwe, warto porozmawiać choćby przez telefon, albo skorzystać z internetowej kamery.

Czy ktoś jest po drugiej stronie?
Jedną z największych pułapek znajomości internetowych jest bezosobowość tych relacji. Nawet, jeśli internetowi przyjaciele są ze sobą szczerzy, ufają sobie i wiedzą o sobie dużo, cały czas rozmawiają z…. No właśnie, z serwerem, monitorem, klawiaturą, profilem użytkownika…? Chociaż wydaje się to oczywiste, to jednak łatwo zapomnieć, że gdzieś tam, tysiące kilobajtów stąd, jest żywy człowiek, który ma ręce, nogi, oczy i uczucia. W twoim domu gości jako garść pikseli, pojedyncze litery łączące się w zdania, albo cyfrowe zdjęcie, które po zapełnieniu się dysku tak łatwo wyrzucić do komputerowego kosza. Kiedy nie widzisz twarzy tego, do kogo mówisz, łatwiej napisać o kilka słów za dużo, niechcący zranić. Nie zobaczysz łez w oczach, grymasu bólu, drżących rąk, pozornie słowa nie mają żadnej siły sprawczej. Osoba po drugiej stronie nie musi zaciskać zębów i cenzurować swoich reakcji, bo nikt jej nie widzi. Może wstać z fotela, wyłączyć komputer, albo trzasnąć klapą laptopa i w ten sposób zakończyć nie tylko rozmowę, ale w ogóle znajomość. W normalnym świecie nie jest to takie proste, bezduszne i tak okrutne.

Twoje drugie wcielenie
Internet to fascynująca przestrzeń, w której można się odradzać wciąż na nowo jak feniks, przybierać nowe imiona, nowe twarze, jak sukienkę wciągnąć na siebie nowy życiorys.

Łatwo zgubić się w barwnym tłumie, zostawić za sobą codzienne kłopoty, przeżyć wielką przygodę, spotkać wspaniałych ludzi i odwiedzić miejsca, o których istnieniu nie miało się pojęcia. Ale jest też druga strona medalu: w Internecie nie ma prawdy. Każdy ma świadomość, że spotkani w sieci ludzie mogą mówić co chcą i zapewne to właśnie robią, w wielu wypadkach bardzo mijając się z prawdą. Jeśli chcesz pokazać się taką, jaka jesteś naprawdę, możesz się rozczarować, natrafić na twardy i wysoki mur obojętności, niedowierzania, czy autokreacji innych. Dla ciebie ta nieufność może być problemem, ale pomyśl, jaka szczęśliwa jest Angelina Jolie, kiedy wchodzi na czat, mówi jak się nazywa, a wszyscy mówią: Aha, jasne! A my jesteśmy Brad Pitt! Bez ciemnych okularów i tłumu ochroniarzy nowa, anonimowa tożsamość buduje się sama, takie jest prawo Internetu.






wstecz strona główna drukuj przeslij znajomemu zadaj pytanie
Blog Rozmowy forumzdrowia.pl Reklama Polityka prywatności Kontakt FAQ Mapa strony Partnerzy Copyright O nas Ustaw jako startową
© 2007-2010 Wydawnictwo Lekarskie PZWL
Informacje publikowane w serwisie mają charakter edukacyjny i żaden z zamieszczonych materiałów nie zastąpi wizyty u specjalisty. Wydawca oraz autorzy nie ponoszą odpowiedzialności za następstwa niewłaściwego zastosowania prezentowanych treści.
ISSN 2083-7860