Rola lekarza pierwszego kontaktu
Fragment publikacji: "Domowy poradnik medyczny" pod redakcją Kazimierza Janickiego. Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa.
Opieka nad chorym na chorobę nowotworową wymaga ustalenia zasad współpracy, często całkowicie odmiennych od postępowania z pacjentami spotykanymi w codziennej pracy lekarskiej.
Coraz więcej obowiązków obciąża lekarza domowego, nie tyle w procesie diagnostycznym, ile w trakcie i po leczeniu onkologicznym. W wielu krajach coraz częściej ogranicza się czas hospitalizacji chorych na chorobę nowotworową, nie tylko ze względu na dobro chorego, ale również ze względu na koszt leczenia w warunkach szpitalnych.
Organizacja tzw. oddziałów dziennych, na których chory leczony jest cytostatykami na wydzielonych salach i pod opieką lekarsko-pielęgniarską, a następnie po przedłużonej nawet do kilku godzin obserwacji udaje się do domu, jest sprawdzona i dobrze funkcjonuje między innymi w USA. Jednak w krajach europejskich i USA panują całkowicie różne warunki organizacyjno-ekonomiczne. W krajach europejskich propagowane jest rozszerzenie tego modelu leczenia, przynajmniej u części chorych dotychczas leczonych przez cały czas w szpitalu. Wymaga to bardzo ścisłej współpracy z wysoko kwalifikowanym lekarzem domowym.
Pacjent po powrocie ze szpitala ma zapewnioną wizytę lekarza domowego i pielęgniarki, która w razie potrzeby organizuje pacjentowi opiekę domową na noc. Asystentka socjalna pomaga w ustaleniu żywienia, załatwia transport do kliniki itp. Dodatkowym zabezpieczeniem jest możliwość korzystania z dostępnego przez 24 godziny na dobę telefonu konsultacyjnego w ośrodku, w którym prowadzone jest leczenie onkologiczne. U nas pacjent dojeżdża czasami kilkaset kilometrów do ośrodka onkologicznego, a przy braku środków transportu wymagane jest częstsze hospitalizowanie chorego wyłącznie z przyczyn organizacyjnych. Stosowanie bardziej agresywnej chemioterapii wymaga jednak zwykle dłuższej hospitalizacji.
Niezależnie od systemu organizacyjnego lekarz pierwszego kontaktu często wzywany jest do chorego właśnie z powodu wczesnych powikłań po leczeniu. Decyzja, czy powikłania mają charakter typowy i przemijający, czy mogą zagrozić życiu, wymaga od lekarza podstawowej wiedzy z zakresu onkologii. Również pacjent powinien być powiadomiony o rodzaju ewentualnych powikłań, gdyż ułatwia to kontakt z lekarzem i pozwala uniknąć często niepotrzebnego niepokoju. Na przykład wymioty i nudności występują często po zastosowaniu wielu leków przez okres 2-5 dni po chemioterapii, jeżeli jednak powodują gwałtowne odwodnienie, mogą stanowić poważne zagrożenie dla życia chorego. Także zaostrzenie choroby wrzodowej w wyniku leczenia cytostatykami lub kortykosteroidami wymaga prawidłowego leczenia, poprzedzonego starannym badaniem fizykalnym. Jest to tylko część wybranych przykładowo objawów ubocznych leczenia onkologicznego - ciężkie powikłania zdarzają się rzadko.
Aktywny kontakt z pacjentem to nie tylko opieka medyczna bez oczekiwania na wezwanie, ale również pomaganie w sprawach wyboru pracy, kierunku studiów czy nawet sposobu spędzenia wakacji. Przykładowo, pacjenci po leczeniu usiłują często nadrobić stracony czas przez intensywne szukanie odpoczynku w krajach o silnej ekspozycji słonecznej, co może być szkodliwe. Najwięcej trudności sprawia lekarzowi pierwszego kontaktu, jak wynika z naszych ocen, decyzja, czy pacjent powinien podejmować pracę zawodową. Lekarze, którzy chcą, najczęściej bezinteresownie, pomóc choremu i kierują na rentę w pełni sprawnych pacjentów, pogarszają w ten sposób na dłuższą metę sytuację psychosocjalną chorego. Szczególnie dramatycznie problem ten wygląda u młodych chorych.
Zorganizowana opieka rehabilitacyjna dla pacjentów, którzy byli leczeni w okresie młodości z powodu choroby nowotworowej, jest jednak na razie ideą równie utopijną, jak prowadzenie na szerszą skalę aktywnej, a nie biernej (na wezwanie) opieki nad chorym. Ponieważ w Polsce podjęto już takie próby, powinniśmy przynajmniej teoretycznie rozważyć budowę ogólnopolskiego programu rehabilitacji chorych na nowotwory, i to nie tylko ze względów humanitarnych, ale również ekonomicznych. Ważne, aby chorzy mieli dostęp do leczenia sanatoryjnego.





